Pierwszy z dwóch filmów tego lata, poświęcony dywizjonowi 303 i Bitwie o Anglię trafił już do kin. Czy spełnił marzenie miłośników lotnictwa, historii i modelarzy? Czy przedstawił historię elitarnego dywizjonu bez rażących błędów i uproszczeń? Zobacz recenzję filmu widzianego oczami modelarza.

Projekcja filmu rozpoczęła się od reklamy… konkurencyjnego „Dywizjonu 303”, który wchodzi na ekrany 31 sierpnia. Kiedy cały ekran wypełnia Hurricane z dobrze widocznymi detalami, to apetyt modelarza oczywiście rośnie. Wyczulone oko patrzy na cyfrowy weathering, oznaczenia, schemat kamuflażu…

Po reklamie przenosimy się w ponurą, jakby jesienną rzeczywistość klęski Francji i towarzyszymy Janowi Zumbachowi, który ze szwajcarskim paszportem w kieszeni w kozackim stylu przedziera się do Anglii. Robi to po drodze oszukując Niemców i znosząc fochy Francuzów. I ten kontrast między zbliżeniem samolotu w reklamie i tułaczką Polaka „z wyboru” dobrze pokazuje czym jest a czym nie jest ten film. Nie jest to film o samolotach, nawet nie przede wszystkim o walkach powietrznych, których w nim przecież nie brakuje. To film o ludziach i o wojnie, z którą zmierzyli się na polski sposób. Autorzy scenariusza bardzo dobrze odrobili lekcje, i dla pasjonata polskiego lotnictwa znajdzie się w nim mnóstwo smaczków znanych ze wspomnień i opracowań historycznych.

piloci w łachmanach

Urbanowicz to oczywiście Cobra i zużywa zadziwiająco mało amunicji aby dopiąć swego. František chętnie bije się z Policjantami i lata na własne polowania na maruderów Luftwaffe. Zumbach zarządza ustawienie zbieżność km na ledwo ponad 100 m z dewastującym efektem dla swoich ofiar. – to niektóre z ciekawych akcentów 

Film o ludziach i o wojnie

Główną osią historii opowiedzianej przez angielskich autorów jest zderzenie miedzy polską wolą walki a sceptyzmem i cynizmem angielskiego sojusznika. Widz, zwłaszcza zagraniczny, jest prowadzony jak po sznurku, przez polski punkt widzenia. I to czego ogładzeni polscy piloci nie ośmielają się, z powodu dobrego wychowania powiedzieć, zawsze celnie spuentuje Czech, Josef František.

– ty czeski debilu – woła Zumbach po lądowaniu Františka bez wysuniętego podwozia  – teraz już nigdy nas nie dopuszczą do latania!

– ja latam bardzo dobrze, tylko zapomniałem o podwoziu! odpowiada bez kompleksów rezolutny Czech.

Piloci służący z Polakami, jak F/Ltn John Kent,  po okresie oswajania się i irytacji „innością” i brakiem dyscypliny (wynikającej z sarkazmu pilotów uczonych jak „odróżnić łokieć od tyłka”), przekonują się w końcu do nich. Zawiązuje się prawdziwe „braterstwo broni”. Dowództwo RAF, po okresie sceptycyzmu, stara się maksymalnie wykorzystać umiejętności i popularność przybyszów do wygrania wojny. Obserwujemy tu serię faux-pas we wzajemnych relacjach, jak podczas bankietu na cześć dywizjonu. Polacy są brani za dziarskich chłopaków, jakby bawili się w wojnę. Oni

– co się stanie z tym psem (maskotką podarowana dywizjonowi przez angielską Lady na bankiecie) jak wszyscy zginiemy? Czy zjecie go? – pyta František.

Dobrze poprowadzony jest wątek relacji Polaków z angielskimi dziewczynami z WAAF-u, z centrum naprowadzania. Na tle relacji kobiet żołnierzy z angielski pilotami i przełożonymi widzimy różnicę światów, w których poruszają się obie narodowości. Słabiej pokazana jest postać Gabriela Horodyszcza, Polaka mającego problemy moralne ze strzelaniem do Niemców, niezgrabnie pomieszane z dewocją i niedojrzałością. Widać, tu zaczęty wątek jak z amerykańskiego filmu „Sierżant York” (z roku 1941) , ale bardzo spłaszczony i chyba w tej historii niepotrzebny.

WAAF

Motywacja Polaków do „zabijania Niemców” jest bardzo szczegółowo wyjaśniona, przez pryzmat poszukiwań informacji o bliskich zostawionych w kraju. Widzimy co stało się z krewnymi Urbanowicza, Zumbacha i Gabriela. Sceny z rozstrzeliwania Żydów i Katolików w okupowanej Polsce są wplecione w kolejne części filmu.

Krwiste postacie filmu to przede wszystkim Jan Zumbach, rewelacyjnie grany przez świetnego aktora z „Gry o Tron”- Iwana Rheona, oraz Josef Fratišek w którego wcielił się czeski aktor Kryštof Hádek, którym towarzyszy charyzmatyczna WAAF-ka – Phyllis Lambert – grana przez Stefanie Martini. Dalsze Postacie jak Witold Urbanowicz (Marcin Dorociński), John Kent (Milo Gibson) są bardziej stonowane, co odpowiada charakterowi granych przez nich dowódców.

Więcej o filmie znajdziesz na stronie filmweb.pl

Hurricane w walce z Luftwaffe

Samoloty Hurricane zostały odwzorowane poprawnie, ale pozostawiają pewien niedosyt dla modelarza. Rendringi 3D wydają się nie tak dokładne i nie tak wyraziste jak w drugim filmie. Wybuchają jak puste w środku wizualizacje, a nie jak pełne maszyny z metalu. Samoloty 303 latają w typowym angielskim szyku czterech trójek. Chwilami manewry całego dywizjonu wydają się niemrawe. Jednak po złamaniu szyku indywidualne pojedynki nabierają dynamiki.

Hurricane 303 Squadron

Wszystkie Hurricane, nawet te z samego początku bitwy, noszą oznaczenia dywizjonu 303. Wyjątkiem jest samolot Urbanowicza ze służby w Dywizjonie 145  który ma oznaczenia SD-T z Dywizjonu 501 (latał na nim m.in. sierż. pil. Antoni Głowacki, czyżby pierwotnie film miał pokazać także jego wyczyn dokonany na SD-A?). Oznaczenia kodowe to głownie RF-E, RF-G, RF-D i RF-R, być może coś przeoczyłem. Starć powietrznych jest wiele i ponarzekałbym, że nie ma jasnego finału tych walk, jak chociażby w filmie „Bitwa o Anglię” z 1969 roku. Są one pokazane jako codzienna harówka, w której giną Niemcy i raz za razem któryś z Polaków. Nie wyczuwam tu żadnego patosu ani epatowania efektami specjalnymi. Finał filmu odbywa się dopiero po wojnie.

Dorniery D-17

Samoloty niemieckie to głownie Dorniery i Me-109. Może mignął mi jakiś Me-110. Samoloty Luftwaffe pokazane są na podobnym poziomie do Hurricane. W jednym wątku poznajemy nawet działanie niemieckiego systemu ratowania zestrzelonych pilotów z Kanału La Manche. Trzeba zauważyć, że niemiecki transporter opancerzony SdKfz 250 w jednej z pierwszych scen filmu ma malowanie stosowane od 1943 roku.

Smutny finał

Kiedy film zmierza do swojego finału, spotykamy Zumbacha i Phyllis w dniu słynnej parady zwycięstwa w 1946 roku. Spiker w radio pompatycznym głosem wymienia egzotyczne nacje defilujące w Londynie, oczywiście zabrakło Polaków. Potem angielscy oficerowie, Kent i Kellet razem z Zumbachem i grupą żyjących jeszcze pilotów dywizjonu 303 świętują osobno.  Napisy podsumowują rolę polskich pilotów i dywizjonu 303 w wygraniu Bitwy o Anglię oraz niewdzięczność Brytyjczyków po wojnie.

Wymowa filmu jest dojmująco smutna. Angielscy producenci pokazali to, co jako Polacy często czujemy, choć wolelibyśmy widzieć inaczej, lepiej. Połączenie bohaterstwa, które tak lubimy podkreślać, z tragizmem przegranej przez Polskę wojny, utraconych bliskich, i jak w kryptoreklamie wódki Baczewski na końcu filmu – utraconego majątku pokoleń. Jan Zumbach w rozmowie końcowej z Phyllis okazuje się człowiekiem, który jest zmuszony do opuszczenia nawet tego kraju, w którego obronie się zasłużył.

Czy warto go obejrzeć? Myślę, że tak. Warto zobaczyć dobrze zrobiony film o polskich bohaterach, docenionych po latach i uczciwie rozliczonych przez niewiernego dawnego sojusznika. Ciekawe jak odbierze go widz spoza Polski?

  Taki jest ten film widziany moimi oczami. Napisz koniecznie swoje wrażenia w komentarzu poniżej, zaznacz tylko czy jesteś przed czy po obejrzeniu filmu.

Zobacz też recenzję i komentarze modelarzy na stronie www.hurricane303.pl

Zdjęcia: Kino Swiat

Zobacz zapowiedź modelu Hurricane z Arma Hobby