Roboczy koń marynarki

Friedrichshafen FF 33E był jednym z kilku pierwszych wodnosamolotów polskiego lotnictwa morskiego. Latem 1920 roku, gdy powstawał w Pucku Morski Dywizjon Lotniczy, ten typ miał już swój najlepszy okres za sobą. Wdrożony do produkcji w roku 1915, ten niemiecki pływakowy samolot rozpoznawczy wykonany został w serii 172 egzemplarzy. Używany był głównie do lotów patrolowych na Morzu Północnym i Bałtyku. Do historii przeszedł egzemplarz o numerze 841 i nazwie własnej „Wölfchen” (Wilczek), który wziął udział w czternastomiesięcznym, obfitującym w niezwykłe przygody rajdzie niemieckiego krążownika SMS „Wolf” na Pacyfik i Ocean Spokojny. Podczas Wielkiej Wojny Friedrichshafeny uznawane były za może niezbyt wyrafinowane, ale bardzo solidne i niezawodne maszyny. Były w tamtym okresie najliczniej produkowanymi niemieckimi wodnosamolotami.

Więcej o historii samolotu w Windsock Datafile nr 73 autorstwa nieżyjącego już, najlepszego chyba na świecie specjalisty od lotnictwa Państw Centralnych Wielkiej Wojny, Petera Grosza. https://www.windsockdatafilespecials.co.uk/73-friedrichshafen-f33e-189-p.asp

W polskich barwach

Jeden egzemplarz Friedrichshafena FF 33E o numerze bocznym „8” znajdował się na wyposażeniu Morskiego Dywizjonu Lotniczego należącego do Polskiej Marynarki Wojennej. Samolot został w sierpniu 1920 roku zakupiony w Gdańsku z niemieckiego demobilu (półlegalnie – w związku z zakazem handlu bronią, jaki obejmował Niemcy po kapitulacji). Podczas trwającej pięć lat służby w początkowym okresie wykonywał loty patrolowe, a pod koniec służył już tylko do szkolenia.

Friedrichshafen - kalkomania i blaszka

Model

Najnowszy model Techmodu – firmy szeroko znanej przede wszystkim z produkcji bardzo dobrych kalkomanii – to zestaw umożliwiający zbudowanie polskiego Friedrichshafena FF 33E w skali 1/48. Jest to wariant wcześniejszego zestawu tej firmy przedstawiającego niemieckie malowania tej maszyny.

Model został wykonany w technologii wtryskowej, z szarego, dość twardego tworzywa. Jakość wyprasek należy uznać za bardzo dobrą. Odwzorowanie części jest jak na medium-runa dokładne i staranne, praktycznie nie ma nadlewek, jamki skurczowe znalazłem tylko dwie i to niewielkie, na górnej części pływaków. Drobnym mankamentem są pojedyncze ślady od wypychaczy na bardzo finezyjnych skądinąd wewnętrznych powierzchniach ścian kadłuba z odwzorowaniem rurek konstrukcji. Imitacja pokrycia płóciennego płatów i usterzenia wykonana została wiarygodnie, z widocznymi, ale nieprzesadzonymi zagłębieniami pomiędzy żebrami. Znakomitym pomysłem projektanta modelu jest wykonanie powierzchni sterowych osobno od stateczników czy płatów, co bardzo „ożywia” każdy model. Drobne części takie jak silnik czy wyposażenie kabin są bardzo ładnie zdetalowane, choć oczywiście ambitniejszy modelarz zawsze może tu jeszcze dodać coś od siebie. Cienkie i długie elementy, jak zastrzały i słupki międzyskrzydłowe (jest ich naprawdę sporo) są odlane starannie, podobnie jak i elementy konstrukcji łączącej pływaki z kadłubem.

Oprócz głównych wyprasek zestaw zawiera dwa przezroczyste wiatrochrony, małą blaszkę fototrawioną (głównie tablica przyrządów oraz ładnie nitowane ramy oszklenia) a także sztywną przezroczystą folię z wydrukowanymi tarczami zegarów. Do tego kalkomania, typowej dla Techmodu wysokiej jakości, pozwalająca wykonać samolot „8” w dwóch wariantach malowania, wczesnym z białą ósemką i banderą wojenną na burcie, oraz późniejszym, po remoncie dokonanym w 1923 r. z ósemką czarną i normalnymi już szachownicami.

Instrukcja – mała monografia samolotu!

Na osobną uwagę zasługuje pięknie opracowana instrukcja, przypominająca broszurki dołączane do kultowych w środowisku „szmatopłatowców” modeli Wingnut Wings. Kolorowa, ze szczegółowymi ilustracjami pokazującymi kolejne fazy budowy modelu, zawiera oczywiście schematy malowań, ale także obszerny opis historyczny, a nawet sześć archiwalnych zdjęć (być może wszystkie, jakie się zachowały? Ja więcej nie widziałem) polskiego samolotu z ósemką na burcie! Nawet najbardziej dociekliwy modelarz nie będzie musiał tracić czasu na dodatkowy „research” – producent podał mu wszystko „na talerzu”. W przygotowaniu instrukcji brały udział dwa muzea: Obrony Wybrzeża (na Helu) oraz puckie Muzeum Morskiego Dywizjonu Lotniczego, które swoimi logotypami gwarantują merytoryczną poprawność dokumentacji.

Podsumowanie

Model wydaje się dobrze składalny – części są zaprojektowane logicznie i z sensem. Można go zatem polecić każdemu nieco bardziej zaawansowanemu modelarzowi. Nowicjusz może mieć trudności z prawidłowym zbudowaniem dość skomplikowanej, trójprzęsłowej konstrukcji skrzydeł, ale modelarzowi, który skleił już dwa czy trzy „szmatopłaty”, nie powinna ona sprawić większych trudności. Sklejony model prezentuje się wspaniale (miałem okazję oglądać go na wystawie w helskim Muzeum Obrony Wybrzeża) i jest naprawdę duży – rozpiętością prawie dorównuje np. Łosiowi. Wart jest polecenia nie tylko jako „lektura obowiązkowa” dla zainteresowanych polskim lotnictwem, ale także jako naprawdę dobry model ciekawego samolotu.